Kapliczka Janikowskich w Świętej Katarzynie
Święta Katarzyna. Kościół, klasztor, leśne ostępy, nieprzebrane dobra puszczy świętokrzyskiej i biskupi. Pod ich czujnym okiem wyrąbywano gęste knieje przygotowując grunt na pola uprawne i gościńce łączące biskupie siedziby. To także potężna historia – w której przewiną nam się wojska szwedzkie, saskie, rosyjskie pozostawiające po sobie spaloną ziemię, puste spiżarnie i mogiły.
W 1863 roku leśne drogi zaroją się od powstańców styczniowych. Swój oddział będzie formował tu generał Marian Langiewicz, który po walce stoczonej pod Łyścem, pod Łysicą pochowa zmarłych od ran powstańców.
Jedna z powstańczych mogił znajduje się przy tej leśnej kapliczce. We wnętrzu tego niewielkiego sacrum pewnego letniego dnia skrył się młody Stefan Żeromski.
Kapliczka ta wystawiona zostaje w XIX wieku sumptem Wincentego Fekleriusza Dysmy Janikowskiego – pana na Wilkowie, którego mieszkańcy nie wspominali dobrze oskarżając o twarde serce i przeciążanie ich pańszczyzną. Kapliczkę przeznaczył dla swojej żony – Tekli z Krzywickich. Sam fundator spoczął w niej w 1845 roku. Niewielka, murowana, przykryta spadzistym dachem z niską wieżyczką.
Na ścianie kapliczki zachowały się podpisy Stefana Żeromskiego i jego przyjaciela Jana Strożeckiego – mieli się oni podpisać pod niezachowanymi już dziś słowami wydrapanymi ręką powstańca.
Dziś – zaglądając przez okienko – podpis Stefana Żeromskiego zobaczymy na ścianie po prawej stronie od wejścia do kapliczki.
Święta Katarzyna zajmowała w sercu przyszłego pisarza miejsce szczególne.
I przychodziły tu z siekierami podłe Austriaki, żeby ciąć głuche lasy, których nawet Moskal nie ważył się tykać – pisał w „Puszczy jodłowej”. Swoje najszczęśliwsze lata utożsamiał między innymi ze świętami Bożego Narodzenia i wspólne z rodzicami wyjazdy saniami na pasterkę do kościoła w Świętej Katarzynie.
Stefanek beł trochę swawolny, łon kcioł, aby beł od nauki wolny – pisała o Stefanie Żeromskim Katarzyna Zaborowska, poetka z Wilkowa. Ten obraz pisarza, nazywanego później duchowym autorytetem polskiej inteligencji, niech nam chwilę potowarzyszy. Stefan bowiem trzykrotnie powtarzał klasę z powodu trudności z łaciną i matematyką, dodatkowo borykał się z problemami finansowymi trafiając w końcu na listę najuboższych uczniów gimnazjum. I jeśli nie zawsze czuł się rozumiany, to najszczęśliwszy czuł się właśnie tu – wśród jodeł i buków.
MAPA DOJAZDU